bg

Kto nas odwiedza

Naszą witrynę przegląda teraz 8 gości 

Warning: Creating default object from empty value in /modules/mod_stats/helper.php on line 106
Odsłon : 1384067

Wywiad z Anną Czerwińską

czwartek, 09 czerwca 2011 09:46

Czerwiska_-__biografia_xsWywiad z Anną Czerwińską

na temat książki „GórFanka w Karakorum 1979-1986”


Książka ta dotyka istoty obcowania człowieka z górami. Czym dla ciebie jest alpinizm, ta szczególna forma górskiej działalności?

Alpinizm łączy się dla mnie z pobytem w górach, wszystko jedno czy są to góry małe czy te najwyższe. Mam wrażenie, że jest to odpowiednia arena dla mojej działalności, w żadnej innej działalności nie potrafię dać z siebie tyle, ile w górach. Dlatego też w tych górach dalej próbuję istnieć i mierzyć się z kolejnymi wyzwaniami. Nie muszą być najtrudniejsze, ale każde z nich jest ciekawe choćby przez to, że w pewnym momencie muszę tak dużo z siebie dać, co potem daje mi ogromną satysfakcję.

Twoja górska droga właśnie w latach 80., prezentowanych w tej książce, przechodziła zmienne koleje. Jak to chronologicznie wyglądało?

Książka obejmuje spory kawał mojej górskiej działalności, a konkretnie w Karakorum. Muszę powiedzieć, że w tej działalności sporo było przypadkowości. Nie zawsze wybierałam górę, na której najbardziej mi zależało, bo równie ważne było to, że akurat w danym czasie na daną górę mogłam pojechać. W tamtych czasach wyjazd na poszczególną wyprawę wiązał się z wieloma uwarunkowaniami, nie wszystko zależało ode mnie. W mojej działalności górskiej w tamtych latach przewija się też taki motyw, że jedno wypływa z drugiego. Z wyprawy na Gasherbrumy w 1975 roku, która została opisana w poprzedniej książce, wynikła bowiem wyprawa na Rakaposhi, potem pojawiły się wyprawy na K2, opisane w jednym bloku, w międzyczasie była jedna wyprawa na Broad Peak, druga na Nangę Parbat. To wszystko się ze sobą zazębiało, tak się trochę samo przędło.

Natomiast, jeżeli chodzi o sferę mojego zaangażowania i moich przeżyć, to zawsze w każdą wyprawę wkładałam max tego, na co mnie było stać. Nie zawsze to procentowało, czyli nie zawsze udawało mi się wejść na szczyt, a niekiedy, tak jak w nieszczęsnym sezonie ‘86, który kończy tę książkę, odnosiłam ciężkie obrażenia psychiczne i naprawdę musiałam się mocno wziąć w garść, by jeszcze w Karakorum, a dokładniej w rejon K2 powrócić. Bo pomijając moje olbrzymie wyczerpanie wyprawą i stopień ryzyka, z którym ta wyprawa się wiązała, zginęło wtedy wielu moich dobrych znajomych - Jullie Tullis, Alan Rouse, Renato Casarotto, który był naszym przyjacielem bazowym, a co gorsza trójka Polaków – Tadek Piotrowski, Wojtek Wróż i Dobrosława Miodowicz-Wolf. Nastąpił taki ciąg górskich tragedii, który spowodował, że zaczęłam się zastanawiać, czy powinnam dalej w te góry jeździć. Ale przyszłość pokazała, że jednak ten ciąg do gór okazał się mocniejszy.

Głównym wątkiem książki jest sezon 86 na K2, który na stałe zapisał się w historii alpinizmu. Z czego to wynikało?

Po raz pierwszy w historii zdobywania K2 Pakistan udostępnił górę wszystkim, którzy tego chcieli. Czyli nie było tak, jak w poprzednim okresie, że mogły działać jedynie dwie wyprawy we wcześniejszym okresie, a dwie w późniejszym, tylko kto chciał, to mógł pod tą górę podejść i ją zaatakować. Z tego powodu w 1986 roku zebrała się tam śmietanka alpinistyczna, czyli ci, których wymieniłam poprzednio oraz kilka innych wypraw międzynarodowych, plus małżeństwo Barrardów wraz z Wandą Rutkiewicz, a także Jurek Kukuczka z Tadkiem Piotrowskim. Wprawdzie ci dwaj nie należeli do żadnej wyprawy, która rozbiła się bezpośrednio u stóp K2, bo mieli bazę trochę niżej, i jakby w tę towarzyską otoczkę nie wchodzili, ale stało się coś takiego, że co prawda wszyscy wspinaliśmy się na tej górze na różnych drogach, ale potem spotykaliśmy się wszyscy w bazie. Gdy więc zaczęła się irracjonalna seria wypadów, zapoczątkowana potężną lawiną z przełęczy Negrotto, która przecież nie zdarza się co roku i nie muszą znajdować się na jej drodze ludzie, jak to zdarzyło się z Amerykanami.

Każda śmierć była dla mnie taka irracjonalna i przypadkowa, bo nie zawsze zawiniona przez ludzi. Co ciekawe, ludzie czytając moją relację tamtych wydarzeń, zawartą w książce Groza wokół K2, odbierają to tak samo, że coś dziwnego było w tym sezonie. Nie zdarza się często, żeby tylu wybitnych alpinistów zginęło zaledwie w ciągu dwóch miesięcy na jednej górze. Stąd taka wyjątkowość tego sezonu i taka zła sława, która się ciągnie do dziś za sezonem ‘86.

Ale książka Currana o tych wydarzeniach nosi tytuł Triumf i Tragedia. O tym triumfie nic nie wspomniałaś, a to też było chyba coś niezwykłego?

Oczywiście, nie było dotąd tak pełnego sukcesu w jednym sezonie na K2. Nastąpiły pierwsze kobiece wejścia na ten szczyt, czyli najpierw Wandy Rutkiewicz i zaraz potem Liliane Barrard, została wytyczona nowa droga przez Jurka Kukuczkę i Tadka Piotrowskiego, inna trudna droga - Magic Line, została po raz pierwszy w całości pokonana przez wyprawę, w której wraz z Krysią Palmowską brałam udział, dokonano też wielu wejść normalną drogą. Niestety, ostatnie wejście, w którym brał udział Kurt Diemberger i Jullie Tullis, a także nasza koleżanka Dobrosława Miodowicz Wolf, czyli popularna Mrówka, miało wyjątkowo dramatyczny przebieg, bo z siódemki, która wyruszyła na szczyt, powróciła do bazy tylko dwójka. Choć aż piątka z tej siódemki weszła na szczyt. Tak więc chyba słuszny jest tytuł Triumf i tragedia, Mnie zaś bardziej pociągała strona grozy, dlatego swoją książkę nazwałam Groza wokół K2.

Wydarzenia opisywane w książce dzieją się w czasie ustrojowych przemian w Polsce. Jak to wyglądało widziane przez pryzmat wypraw alpinistycznych? Kwestia przygotowań czy uruchomienia potężnej machiny biurokratycznej?

Cały ten okres, który obejmuje książka, zaistniał jeszcze w okresie komuny, w związku z tym każda wyprawa ciężko musiała wszystko wywalczyć, począwszy od zgody na zakup towarów, po zgodę na ich wywóz, oczywiście trzeba było też zadbać o dewizy, żeby w Pakistanie mieć za co opłacić tragarzy. Różnie nam z tym szło, są opisane ciekawe epizody, jak uniknięcie o włos wpadki w ‘86 roku, gdy oparliśmy głównie nasze finanse na przemycaniu whisky, i gdy o mały włos ten transport whisky zostałby znaleziony, a wiadomo, że alkoholu do Pakistanu nie należy wwozić, wręcz jest to przestępstwo.

Z kolei w czasie wyprawy na Broad Peak, bardzo nietypowej, bo byłyśmy z Krysią Palmowską tylko dwie wraz z oficerem łącznikowym, na naszym namiocie wymalowałyśmy piękny napis Solidarność, żeby wszyscy wiedzieli, że jest to Polska wyprawa, że istnieje ruch Solidarność. Czasami musiałyśmy jednak go zasłaniać, bo obawiałyśmy się, że wieść o naszym geście pójdzie w świat i potem nie będziemy dostawać paszportów, bo wyjechałyśmy na tę wyprawę jeszcze w stanie wojennym. Trzeba było się więc pilnować, żeby GKKFiT nie zablokował nam potem paszportów. Tak więc wszystkie ówczesne wyprawy były obciążone tymi biurokratycznymi sprawami, ale to też z drugiej strony troszkę zespół jednoczyło i dawało nam taki power, że jak się już wyrwaliśmy, jak to wszystko załatwiliśmy i tu w te góry przyjechaliśmy, to miałyśmy taki power, że najtrudniejsza góra nie była dla nas straszna...

Wkładka 1

Wkładka 2

Wkładka 3

Wkładka 4

Wkładka 5

Wkładka 6

Za tydzień dalszy ciąg wywiadu

 

GórFanka. Moje ABC w skale i lodzie

Hot StartPierwsza część serii, mającej ambicje pokazać ponad czterdziestoletnią karierę górską jednej z naszych najlepszych alpinistek. Barwne opowieści autorki pozwalają znakomicie wczuć się w klimat i atmosferę legendarnych lat 70.

GórFanka. Na szczytach Himalajów

Hot StartAutorka koncentruje się na wyprawach mających na celu zdobycie najwyższych himalajskich szczytów: Mount Everestu, Lhotse i Makalu. Mocna dawka wrażeń dla wszystkich miłośników gór i narratorskiego talentu Anny Czerwińskiej.

GórFanka W Karakorum 1979-1986

Hot StartKsiążka opisuje najbardziej ambitny okres działalności naszej bohaterki (z trudnymi ośmiotysięcznikami w Karakorum). Właśnie podczas tych wypraw dokonywano pierwszych kobiecych wejść na poszczególne szczyty.

 
 
 
Start