bg

Kto nas odwiedza

Naszą witrynę przegląda teraz 20 gości 

Warning: Creating default object from empty value in /modules/mod_stats/helper.php on line 106
Odsłon : 1551766

Wywiad z Elizą Kubarską

Wydarzenia
czwartek, 01 grudnia 2011 00:00

eliza_kubarska

Na temat kulisów powstania filmu "Co się wydarzyło na wyspie Pam" z reżyserką filmu - Elizą Kubarską - rozmawia Roman Gołędowski

(Film będzie wyświetlony w ramach VII Przeglądu Filmów Górskich 11.XII o godz. 16.00)

Jak się zrodził pomysł na ten film?

Skończyłam Akademię Sztuk Pięknych w Warszawie,  rzeźbę na wydziale Multimedialnym. Poza tradycyjną rzeźbą, pracowałam z kamerą, realizując video-instalacje. W tym samym czasie dużo podróżowałam i brałam udział w wyprawach wspinaczkowych. Moim marzeniem było połączenie dwóch pasji: zamiłowania do sztuki i do wspinaczki. Zaczęłam od dyplomu na ASP (video-instalacja „Klatka“) – w jej realizacji wzięło udział około 20 wspinaczy. Film dokumentalny był naturalnym kolejnym krokiem. W trakcie wypraw szukałam tematu. I znalazłam go właśnie na Grenlandii, w trakcie jednej z naszych najpiękniejszych wypraw (wyprawa na najwyższy klif świata w 2007 r.). Jednak tym razem wspinaczka (choć fascynująca jak cała wyprawa) miała być tylko pretekstem do opowiedzenia zupełnie innej historii… Historii romantycznej :)

 Czy jadąc na Grenlandię myślałaś już o filmie, czy dopiero przeżycia, których tam doświadczyliście, natchnęły ciebie do zrobienia filmu?

W trakcie wyprawy dokumentowałam nasze zmagania z naturą (morze, ściana, wspinaczka) ponieważ zawsze zbieram tego typu materiał (często przydaje się później do naszych prelekcji). Jednak już w trakcie wyprawy najbardziej fascynowało mnie to, jak zmieniają się nasze relacje (moje i mojego partnera – Davida Kaszlikowskiego). Szczerze mówiąc fascynowało mnie to od dawna, że ze zwykłej damsko-męskiej pary w trakcie naszych wypraw zmieniamy się w „stuprocentowych partnerów“. Na Grenlandii, gdzie idea wyprawy była bardziej złożona (wspinanie było jedną z jej części, bo pod ścianę trzeba było podpłynąć na morskich kajakach),  stało się to szczególnie wyraźne. Kiedy wróciłam z materiałem filmowym, okazało się, że jest pełen emocji i że dzięki niemu jest szansa na opowiedzenie historii uniwersalnej. Zaczęłam pokazywać go ludziom związanym z kinematografią, usłyszałam opinię: „to jest niezły materiał na film”. Rozpoczęłam więc 3-letnią pracę produkcyjną.

 Na ile ten film odnosi się do realnych zdarzeń, których doświadczyliście, a na ile jest taką „bajką”, odejściem od trzymania się dosłownie realiów?

Film dokumentalny nie może być bajką. Film autorski opowiada historię opowiedzianą oczami reżysera. Mój film opowiada o relacji damsko-męskiej pary alpinistów w trakcie realizacji trudnej, oryginalnej wyprawy wspinaczkowej. Jako reżyser filmu dokumentalnego byłam w komfortowej sytuacji – ta historia już się odbyła. Miałam dużo dobrego materiału, ale nie wystarczająco (w ilości), by skończyć film. Brakowało mi zdjęć, które „umiejscowiłyby“ bohaterów, pokazałyby piękno i ogrom Grenlandii południowej, brakowało mi (z przyczyn oczywistych, dwójkowy zespół) scen wspinaczkowych. Musiałam tam wrócić (choć przed długi okres nie byliśmy pewni, czy uda nam się zdobyć budżet, wtedy zdjęcia miały powstać w innych górach w Europie, ale na szczęście się udało.)

Po długich rozmowach z moim operatorem, wymyśliliśmy konstrukcję  filmu. Miał być zbudowany z dwóch rodzajów ujęć: subiektywnych (nasza kamera dokumentalna, „amatorska“ , „emocjonalna“ z 2007 roku) oraz obiektywnych (dokrętki zrealizowane przez operatora w 2009 r., głównie ze statycznej kamery, idące w kierunku filmu fabularnego, ukazujące Grenlandię oraz uzupełnienie scen wspinania). W montażu, szczególnie na początku filmu, starałam się jak najbardziej te ujęcia rozróżnić: poprzez kolor i jakość ujęć, tak by podpowiedzieć widzowi mój pomysł na narrację. Wracając do pytania – film opowiada, co się wydarzyło między nami na wyspie Pam w 2007 roku na tle wyprawy wspinaczkowej na Grenlandię.

 To może zadam to pytanie inaczej. Na ile film jest dokumentacją waszego realnego przejścia drogi „Golden Lunacy”?

Film opowiada o relacjach między nami w trakcie tej wyprawy,  nie jest zaś relacją z wytyczenia nowej drogi „Golden Lunacy” i nigdy nie był tak opisywany.

Oczywiście historia naszej trudnej wyprawy, zdobycia najwyższego klifu świata, podpływania pod niego na morskich kajakach jest idealnym tłem do tej historii.

Może warto tu wspomnieć, czym jest film dokumentalny, bo myślę, że całe zamieszanie w środowisku wspinaczkowym wzięło się z nieznajomości definicji. Film dokumentalny, w przeciwieństwie do reportażu i programu telewizyjnego, nie jest bezstronną relacją z danego wydarzenia, tylko autorską opowieścią reżysera na dany temat. Jak mówili moi filmowi nauczyciele (wybitni polscy reżyserzy): działalność dokumentalna jest niezwykle pojemna, film dokumentalny może być kreowany, może łączyć przeróżne gatunki i właśnie w tym jest jego siła.  Najważniejszy jest bohater i jego emocje.

 

Mój film „Co się wydarzyło na wyspie Pam” miał opowiadać o miłości, marzeniach, poszukiwaniu swojej drogi w życiu (patrz trailer z 2008 r.).  Moim celem było pokazanie tego, jak działamy na wyprawie. I mam wrażenie, że to się udało. Otrzymujemy gratulacje i nagrody z różnych festiwali na świecie i dużo pozytywnych opinii od widzów, że wreszcie poczuli, co się dzieje między ludźmi na wyprawie,  co – jeżeli są parą, jak oni to przeżywają. Bardzo się z tych wszystkich opinii cieszę.

Jeżeli chodzi o wspinanie i „przechwyty“ – wspinaczkowe zdjęcia do filmu – były realizowane zarówno na klifie Qaqarsuassi jak i na skałach w okolicach wioski Innuitów. Kiedy byliśmy sami (2007 r.), filmowaliśmy wspinanie tyle, ile się dało w dwójkowym zespole, który otwiera drogę i śpieszy się w kierunku szczytu.

Kiedy wróciliśmy w 2009 z małą ekipą filmową, z oczywistych powodów nie byliśmy w stanie kręcić wszystkiego na klifie – Łukasz Gutt, bardzo zdolny operator, nie jest profesjonalnym wspinaczem. Nie było możliwości ani technicznych (ze względu na bezpieczeństwo), ani finansowych (czas i logistyka),  by dostać się z nim do wszystkich najciekawszych wspinaczkowo odcinków naszej drogi. A ponieważ film nie jest relacją z wytyczenia drogi „Golden lunacy“, ale opowieścią o emocjach z tym związanymi, zdecydowałam się dokręcać część wspinania w bardziej dostępnych i bezpiecznych miejscach. W planach było więcej zdjęć na Qaqarsuassi, ale z powodu rozłamu w ekipie, niestety do tych zdjęć już nie doszło (czego później w montażu bardzo mi brakowało).  Kilka słów o operatorze: przed zdjęciami przez kilka miesięcy szukaliśmy zdolnego operatora, który zachowa swój talent również wisząc kilkaset metrów nad wodą. Nie było to łatwe. Łukasz okazał się idealny.

Podsumowując, moi bohaterowie (czyli my), w pewnym uproszczeniu pną się do góry, w kierunku szczytu i na tego tle ja opowiadam naszą historię.

 

Ale myślę, że informacje te nie są na tyle sugestywnie podane, i jak sądzę, wiele osób „się nacina”, myśląc, że jednak jest to w miarę wierna dokumentacja przejścia…

Rozumiem, że taki zarzut płynie głównie od wspinaczy. W 2009 roku w magazynie „Góry“ pojawił się artykuł,w którym opowiadaliśmy o realizacji filmu, m.in o tym, że kręcimy sceny wspinaczki w okolicy wioski. Traktowaliśmy to jako ciekawostkę, chęć podzielenia się z innymi tym, jak powstaje film w trudnych warunkach.

Nigdy nie ukrywałam faktu dokręcania materiału do filmu poza drogą „Golden Lunacy“, nie miałam ku temu powodów. Jak tylko mamy okazję, zawsze po projekcji opowiadamy, jak powstawał film. 

Jako reżyser mogę opowiadać o wspinaniu moich bohaterów (czyli o nas), w taki sposób, w jaki wybrałam (i jaki mogłam to zrealizować z w/w powodów: bezpieczeństwo i finanse), ponieważ moi bohaterowie (czyli my) są dobrymi wspinaczami: wspięli się na Qaqarsuassi, wytyczyli tam nową drogę, przeżyli wspaniałą wyprawę, tak jak o niej opowiedzieli. Rozumiem, że gdyby ktoś zaczął robić film o jakimś „gościu X“, który nigdy się nie wspinał i opowiedziałby historię, jak to „gość X“  wspina się na najwyższy klif świata i nazwałby to filmem dokumentalnym, też by mi się to bardzo nie podobało.  Natomiast my wspinaczami jesteśmy, nową drogę na Grenlandii z Davidem wytyczyliśmy (niejedną zresztą). Rozumiem, że odbiór wspinaczy jest inny niż odbiór ludzi spoza środowiska (sama wspinaczem jestem od 16 lat), ale trudno mi się do tego zarzutu ustosunkować, ponieważ  szerokie informacje o filmie były zawsze dostępne dla wszystkich.

 

 Od zawsze, również w filmach opowiadających o wspinaniu, reżyserzy na różne sposoby radzili sobie z uzupełnianiem brakującego materiału (w Polsce często dokręcano ujęcia np. w Tatrach do filmów, które opowiadały o Himalajach). Są to techniki stosowane w kinematografii, by w jak najlepszy, możliwy sposób opowiedzieć wybraną przez siebie historię.

Chociaż nie było to konieczne, na końcu filmu pojawiły się tablice informujące o tym, że zdjęcia do filmu były realizowane w trakcie dwóch wypraw (2007 r. – my sami, 2009 r. – z małą ekipą filmową), na klifie Qaqarsuassi i na innych skałach w okolicy, oraz że film nie jest relacją z wytyczenia nowej drogi.

 

A czy trudności wspinaczkowe w trakcie wytyczania drogi, które widać na tym filmie, mniej więcej były adekwatne do trudności, które napotkaliście w ścianie podczas przejścia drogi Golden Lunacy”?

Tak. Jak najbardziej tak.

 

Wystarczy prześledzić schemat naszej drogi. Oczywiście nie mam czasu w 60-minutowym filmie, który nie jest tylko o wspinaczce, na przedstawianie każdego wyciągu z osobna (byłoby to bardzo nudne).  Co to trudności, musisz jednak pamiętać, że wytyczenie nowej drogi  jest procesem znacznie bardziej skomplikowanym, niż mogłam to zaprezentować w filmie. W tym sensie sceny w filmie nie pokazują całej powagi eksploracji, poszukiwań „nowej linii“, wciągania wora itd. (raz na przykład musieliśmy wycofać się dwa wyciągi i znaleźć inną drogę przejścia, ze względu na brak możliwości wspinaczki, w szybkim stylu bez „podhaczania“, przewieszonego odcinaka ściany). Jest jasne, że nasza droga składa się z różnych fragmentów: tych trudniejszych ale i łatwiejszych (logicznie według formacji ściany).

 

Warto tutaj zaznaczyć, że moim celem było zrobienie filmu nie tylko dla wspinaczy, ale również dla widza spoza branży. W związku z tym musiałam na początku coś więcej o tym wspinaniu opowiedzieć: jak to się robi: zaczynamy od planowania wspinaczki, potem podpływamy pod ścianę, a potem dopiero zaczynamy się wspinać. Najpierw prowadzi David, ja za nim małpuję (podchodzę po linie) z worem i plecakiem, zbieram zostawiony przez niego sprzęt do asekuracji, spotykamy się na stanowisku i zmieniamy na prowadzeniu. Po tej scenie kolejne są już pokazywane tylko fragmentarycznie (bo widz już wie, o co mniej więcej chodzi), pojawia się dużo ujęć z oryginalnej wspinaczki w 2007 r. Tak dochodzimy do pierwszego biwaku i „podsłuchujemy“ zabawnej rozmowy moich bohaterów (czyli nas), o roli kobiety we wspinaniu itd.

Generalnie zarzut, jakoby film miał podrasowywać nas bądź naszą wspinaczkę, był dla mnie dosyć niemile zaskakujący. Moi bohaterowie (czyli my) w filmie są raczej zabawni, niewiele mówią, zbyt ładnie nie wyglądają (bo na wyprawie zazwyczaj ładnie się nie wygląda), zależało mi na tym, by nas pokazać takimi, jakimi jesteśmy. A jeżeli chodzi o wspinanie: tak, jesteśmy dosyć dobrymi wspinaczami i zgranym zespołem. I to też chciałam przedstawić.

 

Czy w filmie, już pod kątem kreacyjnym, są sceny, z których jesteś jakoś szczególnie zadowolona?  Myślę tu szczególnie o scenie „podwodnej”, która jak mniemam, niezupełnie miała odzwierciedlenie w rzeczywistości, choć oczywiście scena ta budowała pewne napięcie...

Jeżeli mówimy o scenie mojej wywrotki z kajaka – to miała być scena z pogranicza jawy i snu. Podczas tej wyprawy prześladował mnie paranoiczny lęk, że w trakcie płynięcia pod ścianę wywrócę się z kajaka do lodowatej wody. Wiedziałam, że jeżeli do tego dojdzie, wszystko bardzo źle się dla nas skończy. David będzie chciał mnie ratować, a na dużej fali jest to bardzo trudne (dla jednej osoby)…Przez całą wyprawę męczyły mnie katastroficzne sny w namiocie. Nigdy w trakcie wyprawy się nie przewróciliśmy (bo zapewne nas i mojego filmu by wtedy nie było).

Bardzo chciałam, by widzowie poczuli mój lęk i to, jaką walkę ze sobą przeszłam (bo bardzo chciałam się wspiąć na klif i jakoś pod tą ścianę musiałam podpływać!), jak się przełamywałam (w końcu przepłynęliśmy w tych fiordach długie kilometry). Stąd zrodził się pomysł ze sceną wywrotki. Być może nie udało mi się tego wystarczająco dobrze opowiedzieć w montażu w głównej wersji filmu. Ale po scenie wywrotki jest scena „mojego załamania“. Mam w tej scenie suche włosy, co sugeruje, że wywrotka nie była realna. Tak przynajmniej myślałam w trakcie montażu (Lepiej wyszło to w skróconej, 30-minutowej wersji festiwalowej – bardziej czytelne, jako sen).

 

            Sposób kręcenia sceny upadku został również szeroko opowiedziany w w/w magazynie „Góry“ z 2009 roku. Było to dosyć zabawne, bo ja ciągle koszmarnie się bałam bliskiego spotkania z lodowatą wodą.  David postanowił dodać mi odwagi i zaprezentować, jak to się robi. Przewrócił się i nie minęła sekunda, kiedy wyskoczył z wody jak z ukropu – czyli tym razem mu nie wyszło. Ostatecznie założyłam na siebie trzy pianki i czepki neoprenowe i wpadałam do wody później wielokrotnie.

 

Po tym ujęciu (gdy okazało się, że możemy w wodzie spędzić więcej niż kilka sekund)  narodził się pomysł wspinaczki Davida na góry lodowe – zarówno pod wodą, jak i na powierzchni. Była to forma zabawy, powstał z tego bardzo ładny materiał fotograficzno- filmowy. Oczywiście sama wspinaczka na góry lodowe aż tak dowcipna nie jest, a raczej dosyć niebezpieczna, szczególnie gdy taka góra postanawia się zawalić. Co nam się przytrafiło i niemal dostałam zawału serca, gdy z łodzi obserwowałam znikającego w upadającej lodowej konstrukcji Davida…

 

Film generalnie ma wiele scen z pogranicza jawy i snu. Jedna z moich ulubionych scen to nasza romantyczna rozmowa na tle lotu nad krami i górami lodowymi. Czasami kamera schodzi pod wodę i obserwujemy kry od spodu. A my rozmawiamy o życiu, o tym, co jest dla nas najważniejsze. Z tej sceny można odczytać jakie relacje nas łączą i jak bardzo lubimy ze sobą przebywać. Jestem z tej sceny bardzo zadowolona.

 

Oczywiste jest, że tego typu konwencja filmu wymagała ode mnie i od mojego partnera dużej odwagi. Nie było to łatwe, szczególnie dla Davida, opowiedzieć całemu światu o swoich uczuciach. Zgodził się na to – dla mnie. I za to jestem mu wdzięczna, choć dziś widzę, że cena jest dużo większa, niż się mogłam spodziewać. Bo oto nagle pojawiła się jakaś grupa ludzi, mam nadzieję że nieliczna, która postanowiła „obrzydzić“ wszystko, co w życiu kochamy i przeinaczyć wszystkie nasze motywacje do tego, co robimy. (Wszystko zaczęło się od książki, która w wyrachowany sposób podważa nas jako ludzi, wspinaczy i twórców – obecnie książka jest zablokowana przez sąd za wielokrotne naruszenie dóbr osobistych).

 

I tak oto wokół mojego ładnego – jak sądzę – filmu, takiej familijnej historii, która krąży po festiwalach na świecie, ktoś postanowił w moim kraju uczynić aferę. Ponieważ nie rozumiał tego, co robię. W/w książka sugeruje, że motywem do naszych działań jest dążenie do sławy (?)…

 

Ale środowiskową sławę niewątpliwie zdobyliście….

Być może. Ale może to raczej „efekt uboczny“ działalności związanej z naszą pasją, dzięki eksploracjom. Poza tym rozmowa o sławie w kontekście wspinaczki jest dosyć absurdalna.  Wspinanie, czy zamiłowanie do sztuki nie są najlepszym do tego narzędziem.

 

Istnieje jednak ten aspekt, że musicie zabiegać o sponsorów, że musicie się „pokazywać”, bo inaczej nie będziecie w ogóle brani pod uwagę przy ewentualnych dotacjach.

Oczywiście, to się z tym wszystkim wiąże, chcąc prowadzić takie życie jak my, chcąc jeździć na wyprawy, musimy szukać sponsorów. Ale to nigdy nie jest wystarczające. Musimy robić jednocześnie wiele rzeczy. Inaczej w Polsce się nie da. Więc zawsze staraliśmy się łączyć wspinanie z fotografią i filmem – każdą z tych rzeczy kochamy.

 

A jak przyjęło twój film środowisko filmowe?

Bardzo dobrze. Wszystkie zarzuty stawiane przez środowisko wspinaczkowe, przez środowisko filmowe odbierane są jako absurd, bo filmowcy wiedzą, jak się robi film dokumentalny, na czym to polega. Tak jak wspominałam, film jeździ na festiwale i pomimo tego, że tuż za nim idzie fala anonimowych (sic!), oczerniających nas maili, film dostaje nagrody.  Obecnie np. jest w konkursie na Camerimage (za zdjęcia).

 

Czy ten film otworzył przed tobą nowe horyzonty, natchnął nowymi pomysłami?

Odkryłam, że film dokumentalny to jest super przygodą i wspaniałym środkiem na wyrażanie siebie, jest tym, czego zawsze szukałam.  Wierzę w ogromną siłę filmu. Wierzę, że może zmieniać świat i świadomość ludzi.

Mam teraz kilka nowych projektów.

Niestety cena, jaką wciąż płacę za swój pierwszy film, jest ogromna. Teraz, kiedy miało już być dobrze i miałam odpocząć po trzyletniej  pracy nad tym filmem, zająć się nowymi projektami i wspinaniem–  została wykreowana wokół nas afera… To smutne.

 

A w warstwie warsztatowej, czy realizacja tego filmu czegoś ciebie nauczyła?

Tak. W podstawowym zakresie opanowałam warsztat producenta. Jako reżyser – przede mną jeszcze długa droga, ale to, czego już się nauczyłam, bardzo mi pomoże.

 

 

Kiedyś wspomniałaś na scenie, jak trudno być jednocześnie reżyserem i głównym bohaterem, w dodatku postacią „trudną”. Bo niektóre sceny wyglądają jak podpatrzone, a jednak są odgrywane świadomie…

Cała realizacja, mimo związanych z tym kłopotów, była super przygodą. Zabierając się za ten projekt brakowało mi jeszcze warsztatu, mimo to zdecydowałam się być głównym producentem. Otrzymałam bardzo dużo pomocy ze środowiska filmowego, z Mistrzowskiej Szkoły Reżyserii A. Wajdy, poznałam wielu zdolnych ludzi i zaprosiłam ich do współpracy. Oczywiście bycie reżyserem i bohaterem nie należy do prostych zadań. Dlatego też nauczyłam się mówić o sobie i Davidzie jako o „moich bohaterach“, w trzeciej osobie. W ten sposób było mi łatwiej, nie zastanawiałam się, czy dobrze na tym ujęciu wyglądam i czy brzmię jak klasyczna blondynka, tylko czy to ujęcie coś wnosi do opowieści i budowy postaci bohaterki filmu.

 

Czy postać głównej bohaterki to jesteś ty, czy jednak jest to jakaś postać wykreowana przez Ciebie?

Postać Elizy Kubarskiej pokazana w filmie Elizy Kubarskiej jest w 100% Elizą Kubarską. Wyszłam z pracowni profesora Grzegorza Kowalskiego (na ASP), tzw. „kowalni“, artysty, który wyszkolił znanych twórców jak Kasia Kozyra czy Paweł Althamer. Wykorzystywanie w swoich pracach siebie było dla mnie zawsze czymś naturalnym (od 2001: cykle fotografii, filmy)

Znacznie trudniejsze było dla mnie zrobienie filmu o naszych relacjach z Davidem. Na początku produkcji zadałam mu pytanie, czy mogę to zrobić? Generalnie, dla każdego mężczyzny byłoby to trudne. Ale wierzyłam, że to co robię, jest dobre, i może być dla innych inspirujące. David się zgodził. Zrobił to dla mnie, dlatego że mi ufa.

 

 

Czy poszczególne sceny były przez ciebie konstruowane i obmyślane?

Oczywiście, ale każda z nich odpowiada rzeczywistym  emocjom i zdarzeniom. Po wyprawie w 2007 r., a  przed zdjęciami w 2009 r., po długiej pracy i konsultacji z wieloma ludźmi  powstał scenariusz filmu. Spośród wydarzeń z wyprawy w 2007 r. wybrałam te, które najlepiej tę wyprawę, w warstwie emocjonalnej, opisywały.

Oczywiście część z nich było bezpośrednim przeniesieniem wydarzeń z roku 2007.

Ale oprócz tego powstały sceny – te z pogranicza snu i jawy, które miały za zadanie wzbogacić film i opowiedzieć o naszych odczuciach.

 

Czy to, co się wydarzyło już po zrealizowaniu filmu wpłynie na twoją następną produkcję?

Tak. Popełniłam  w trakcie dużo błędów „reżyserskich“, których, mam nadzieję, w przyszłości, uda mi się uniknąć.  Szczególnie zaciążyły tu doświadczenia z trudnego planu filmowego i pojawienia się w/w książki-„paszkwila“ w tym roku. Jestem (ciągle:-) optymistką i dlatego zawsze próbuję z każdej, nawet smutnej historii, wyciągnąć coś pozytywnego. Dziś wiem, jak nie będę dobierać ekipy do zdjęć i że nie ma na planie miejsca dla osób przypadkowych,  bo bardzo źle wpływa to na pracę pozostałych. Może ta nieprzyjemna przygoda uchroniła mnie przed jakąś inną, w przyszłości? Wnioski nadal wyciągam. Obawiam się, że kolejnej obrzydliwej „powieści“ na swój temat już bym nie przeżyła…

 

A czy twój stosunek do gór czy środowiska górskiego jakoś ewoluuje po tych wszystkich wydarzeniach?

Mój stosunek do wspinania nie uległ zmianie. Wspinam się dość intensywnie od 16 lat, robię to i będę robiła, bo to lubię! Nie umiem żyć bez wspinania. Natomiast jestem mocno zawiedziona reakcją części środowiska wspinaczkowego. Oczywiście całe środowisko wspinaczkowe to dość duża grupa ludzi,  często fantastycznych i ciekawych. Dobrze się wśród nich zawsze czułam. Przez lata pracowałam jako instruktor wspinaczki. Zaczynałam od grup kobiecych. Mam nadzieję, że przekazywałam im nie tylko techniki wspinaczkowe i asekuracyjne, ale również moją miłość do wspinaczki i podróży.

Dziś jednak, w zaistniałej sytuacji jestem zawiedziona. Nie rozumiem, dlaczego środowisko, które kochałam,  przyzwoliło na tę sytuację i wydanie werdyktu bez zbadania sprawy.

 

Mogło to wyniknąć z pewnych nieporozumień…

Być może. Ale jesteśmy dorosłymi ludźmi i nie może być tak, że ktoś tam sobie coś pisze, a reszta to bezrefleksyjnie podchwytuje. We wspinaniu bardzo ważne jest zaufanie. Bez niego cała idea wspinania nie ma sensu. Łatwo sobie wyobrazić, co się stanie, kiedy ktoś zasieje ziarno wątpliwości. Wokół nas została przeprowadzona przemyślana akcja czarnego PR (rozpoczęta od książki rozsyłanej przez jej autorkę mailowo do autorytetów ze świata wspinaczki i nie tylko, na długo przed pierwszą publikacją).

Nieco jej w tym pomogliśmy. O naszych wyprawach zawsze powstawało dużo tekstów. Okazało się, że w relacji w roku 2007 David użył niefortunnego sformułowania o naszej nowej drodze na Grenlandii. Określił ją jako „1500 metrów pionu“. Góra ma w pionie ponad 1500 m, nasza droga ok. 2 km, ale dla wspinaczy nie wygląda jak pion (dla nas też nie). Zaatakowano nas, próbując ukryć fakt, że obok tego opisu David zamieścił  zdjęcie ściany z wrysowaną linią drogi. Jasno z niego wynikało, jak ta droga wygląda. Podał też w jednym z artykułów niesprawdzoną informację o przeciętnych trudnościach drogi, używając sformułowania „chyba“. To wystarczyło, żeby teraz dać upust wieloletniej zawiści, która narastała w stosunku do nas, ludzie podjudzeni książką znaleźli pretekst do nagonki na nas (?!). Potem pojawiły sie fałszerstwa, zaczęto bezczelnie zamieniać naszą historię...

 

Niektórzy mogli jednak przyjąć, iż robiąc ten film chcieliście podkreślić wasze osiągnięcia na Grenlandii. I wtedy te sceny wspinaczki robiliście nie na normalnej drodze, tylko gdzieś obok, bo to efektowniej, czy może dosadniej wygląda. I to mogło być przyczynkiem do całej kontrowersji związanej z tym filmem?

 

To była trudna wyprawa (2007 r.). Super pomysł,  ekspedycja skomplikowana logistycznie,  niełatwa na każdym etapie. Wspinaczka w dziewiczym terenie, duża ściana, niemal w całości na własnej asekuracji, mały mieszany zespół. Genialny powód, by zrobić film o relacjach międzyludzkich, na kanwie tej wyprawy. Dlaczego niby, Roman, miałabym cokolwiek podkręcać? Opowiedziałam już wyżej, dlaczego kręciliśmy wspinanie tak, jak kręciliśmy. Nie ma w filmie żadnego ekstremalnego przechwytu, który nie byłby możliwy na naszej drodze. Poza tym jestem wspinaczem, który porusza się na poziomie 7c OS i 8aRP,  (David 8b RP), droga „Golden Lunacy” miała najtrudniejszy wyciąg za 7a+ (AF), czyli poziom dużo niższy od naszych możliwości.

 

W filmie nie ma żadnych scen szczególnie ekstremalnej wspinaczki, brakuje natomiast wielu scen opisujących trudny proces otwierania drogi. Więc może raczej zaniżyłam nasze osiągnięcie?

 

Jakbym np. miała porównać naszą wyprawę na Trango Tower w Karakorum w 2008 r. (wspinaczkowo bez sukcesu, ale walczyliśmy wytrwale pomimo fatalnej pogody i minusowych temperatur o każdy metr przez prawie miesiąc, ściana zaczyna się na ponad 5000 m), która odbyła się w 6-osobowym międzynarodowym zespole, z naszą dwuosobową wyprawą na Grenlandię (2007 r.), to nie mam wątpliwości: to, co zrobiliśmy na Grenalndii, było dużo trudniejsze i bardziej niebezpieczne (nie ze względu na trudności techniczne drogi, ale właśnie dlatego, że byliśmy sami).

 

A więc jednak film jest odbiciem waszej przygody na Grenlandii?

Tak jak powiedziałam, film opowiada historię miłosną o relacji między alpinistami na tle wyprawy na Grenlandię, której celem było zdobycie klifu Qaqarsuassi.

 

Jak skomentujesz pomysł wysyłania tam ekspedycji weryfikacyjnej?

Wytyczamy nowe drogi po to, żeby potem ktoś się po nich wspinał. Tych dróg zrobiliśmy już kilka (a może nawet kilkanaście) w różnych częściach świata i kilka z tych dróg jest regularnie powtarzanych, np. droga w Atlasie Wysokim „Fantasia“ (700 m, nasza propozycja wyceny to 7b+/c, dziś wycena została podniesiona przez inne zespoły na 7c) została zaliczona do klasyków i to jest właśnie fantastyczne. To jest to samo uczucie, gdy tworzysz film. To i to jest twoim dziełem, twoim dzieckiem. Ktoś powtarza twoją drogę i potem opowiada o swojej przygodzie na niej. Bardzo to lubimy.  Wracając więc do pytania, jeżeli ktoś jedzie, żeby powtórzyć moją drogę, bo chce przeżyć przygodę, to bardzo się cieszę.

 

Nie wiem, co prawda, co to jest ekspedycja „weryfikacyjna“? Co owa ekspedycja miałaby weryfikować, skoro ludzie widzieli zdjęcia i filmy ze ściany i ze szczytu. Eksperci potwierdzili ich rzetelność. Mamy wrażenie, że ktoś toczy wokół nas bardzo nieczystą grę.

 

Część środowiska oskarża nas o to, że droga nie jest taka, jak ją opisujemy. To dość dziwna i niebywała sytuacja, gdyż tak naprawdę osoby, które wydały ten "wyrok" (np. ex-kapituła nagrody Jedynka, przyznanej  nam  w 2007 r. za trzy drogi, w tym za wyprawę na Grenlandię),  nigdy nie zbadały tej sprawy dokładnie, ani przecież tam nie były. 

Z mojego punktu widzenia poszły na fali czarnego PR wokół nas. Wszystko działo się szybko i poza wszelkimi regułami: najpierw pojawiła się opisywana już książka (podważająca nas jako ludzi, wspinaczy i artystów), zaraz potem na forum najpopularniejszego portalu wspinaczkowego pojawiły się anonimowe posty (ok tysiąca !?) podważające nasze osiągnięcia, bardzo często w zmanipulowany sposób.

Wracając do pytania: nie podoba mi się nazwa „wyprawa weryfikacyjna“, ponieważ jest dla mnie poniżająca. Ale może pomysł  wyprawy to jedyny sposób na udowodnienie naszych racji i oczyszczenie naszego dobrego imienia.

Wierzę, choć po ostatnich wydarzeniach, jest mi coraz trudniej, że taki wyjazd odbędzie się w sposób uczciwy. Sama chętnie bym pojechała. Grenlandia południowa to  piękne miejsce do wspinaczki. Ciągle bardzo dzikie, bogate w niezwykłe ściany, a takich miejsc już coraz mniej na świecie…

 

 

 

  

eliza_kubarskaEliza Kubarska – reżyserka, producentka, wspinaczka. Absolwentka ASP Warszawa i Mistrzowskiej Szkoły Reżyserii A. Wajdy. Wraz ze swoim partnerem Davidem Kaszlikowskim (fotograf, alpinista) ma na swoim koncie wyprawy wspinaczkowe od Grenlandii i Karakorum po egzotyczne Mali, Meksyk, Maroko, Wietnam czy Malezję. Wytyczyli wiele nowych dróg na dużych ścianach. Są jednym z najbardziej aktywnych zespołów eksploracyjnych w Polsce.

 

„Co się wydarzyło na wyspie Pam“  (2010, produkcja Vertical Vision Film Studio, TVP1, PISF). Nagrody i wyróżnienia: 

-Mario Bello“ award  59th Trento Film Festival (Italy),

-Grand Prix 28th IMFF Teplice nad Metuji (Czech), 

- Special Award 17. Filmfest St Anton Festival (Austria), 

- Jury AWARD­ 29th Festival Unnim de Cinema de Muntanya, Torello (Hiszpania), 

- Grand Prix and V4 award International Festival Hory a mesto (Slovakia),

- Grand Prix: Filmowy Konkurs Polski 8. Krakowski Festiwal Górski,

- Nagroda specjalna  Jury i Nagroda Publiczności – Przegląd Filmów Górskich w Lądku Zdroju. 

 

Wybrane nominacje i selekcje:

- Nominations for Best Emerging Director (World) Open City London Documentary Film Festival (UK),

- CAMERIMAGE Międzynarodowy Festiwal Sztuki Autorów Zdjęć Filmowych

BANFF Mountain Film Festival (Kanada), Banff World Tour

- Internationales Berg & Abenteuer Filmfestival Graz (Austria) 

- VANCOUVER International Mountain Film Festival,

- Multimedia Festival the Art of the Document; Poland

- 25th Parnu International Documentary and Anthropology Film Festival (Estonia), 

- MEDIATRAVEL Civilization and Media Art Festival (PL)

- Autrans, International festival du film de montagne (Francja) 


 

GórFanka. Moje ABC w skale i lodzie

Hot StartPierwsza część serii, mającej ambicje pokazać ponad czterdziestoletnią karierę górską jednej z naszych najlepszych alpinistek. Barwne opowieści autorki pozwalają znakomicie wczuć się w klimat i atmosferę legendarnych lat 70.

GórFanka. Na szczytach Himalajów

Hot StartAutorka koncentruje się na wyprawach mających na celu zdobycie najwyższych himalajskich szczytów: Mount Everestu, Lhotse i Makalu. Mocna dawka wrażeń dla wszystkich miłośników gór i narratorskiego talentu Anny Czerwińskiej.

GórFanka W Karakorum 1979-1986

Hot StartKsiążka opisuje najbardziej ambitny okres działalności naszej bohaterki (z trudnymi ośmiotysięcznikami w Karakorum). Właśnie podczas tych wypraw dokonywano pierwszych kobiecych wejść na poszczególne szczyty.

 
 
 
Start