bg

Kto nas odwiedza

Naszą witrynę przegląda teraz 11 gości 

Warning: Creating default object from empty value in /modules/mod_stats/helper.php on line 106
Odsłon : 1847840

Zaduszkowe wspomnienia o autorach, którzy odeszli

Wydarzenia
piątek, 29 października 2021 01:46

W tym dniu pełnym zadumy wracamy myślami do tych, których już z nami nie ma, a z którymi łączyła nas nić sympatii czy wręcz przyjaźni. Tu wyjaśnię, że praca nad książką jest zazwyczaj dziełem zbiorowym, które firmuje autor, ale tak naprawdę jest wynikiem starań kilku, a czasami nawet kilkudziesięciu osób. Podczas tych prac niejako mimochodem stałem się więc stałym gościem czy to w domach autorów, czy też toczyliśmy ze sobą wielogodzinne rozmowy telefoniczne. Pozwoliłem sobie zatem na przywołanie krótkich opowieści o tych, których już z nami nie ma, a którzy dzięki swojej wyjątkowej osobowości zdobyli nie tylko moje serce. Przy okazji postaram się przytoczyć kilka szczegółów z wydawniczej kuchni, jak powstawały dane książki.

Dalszy ciąg tych wspomnień, dotyczących na razie Artura Hajzera i Jacka Kamlera, TUTAJ.     

Roman Gołędowski

20110510_2

Artur Hajzer

Na książkę ?Atak rozpaczy? zwrócił mi uwagę antykwariusz Roman Krukowski. Książka ta, wydana po raz pierwszy w 1994 roku, po kilkunastu latach stała się białym krukiem, a ponieważ jej cena na wolnym rynku sięgała nawet 200 złotych, dostęp do niej był nad wyraz utrudniony. Zaproponowałem więc Arturowi jej wznowienie, ale ku mojemu zadziwieniu oferta ta nie spotkała się ze zbytnim entuzjazmem. Wręcz przeciwnie, dopiero po toczących się kilka miesięcy rozmowach Artur przesłał oryginał książki, sądząc zapewne, że nowe wydanie będzie kopią starego i że na tym się jego udział w naszym przedsięwzięciu zakończy. Ja miałem jednak zgoła inne plany. Tekst oryginału zawierał pewne niedoskonałości redakcyjne, a poza tym bardzo ubogą szatę graficzną, w formie jednej kolorowej wkładki. Należało te niedociągnięcia nadrobić. Chciałem też, by wzbogacić pierwotny tekst o nowe treści, zdając sobie sprawę, jak wiele Artur ma do powiedzenia na tematy alpinistyczne. I tu spotkałem się z kolejną kłodą ? ze strony Artura padło proste pytanie: ale o czym ja miałbym pisać? Przesłałem więc serię pytań, tak aby ułożyć z odpowiedzi wstęp oraz zakończenie. Po otrzymaniu tekstu od Artura stało się jasne, dlaczego tak chłodno podszedł do pomysłu wznowienia jedynej książki o swoich górskich przygodach. Po prostu pierwsze jej wydanie, zaplanowane na rok przemian ustrojowych, nie doszło do skutku, a autorowi przyszło czekać na opublikowanie książki całe pięć lat! Pozostała więc trauma i obawa, czy przypadkiem i teraz historia się nie powtórzy.

Potem przeszliśmy do opracowywania szaty graficznej. Dopiero gdy przesłałem Arturowi pierwsze przymiarki, zrozumiał, że może powstać książka bogato ilustrowana, znacznie bardziej przemawiająca do wyobraźni czytelnika. A wtedy już wkrótce na mojego maila zaczęły spływać setki, a potem liczone w tysiącach zdjęcia. Oczywiście niepodpisane, musiałem się więc domyślać, jak dopasować je do opisywanej sytuacji. Szczególną uwagę Artur zwracał na wyrysowanie przebiegu dróg, z dokładnym ich opisem. Teraz już czułem, że zaangażował się w nasz projekt na całego.

Niecodzienna była też premiera książki, zaplanowana podczas targów książki w Krakowie. Artur przebywał jesienią na kolejnej himalajskiej wyprawie, ale skoro ekspedycja się wcześniej skończyła, zaistniała szansa, że autor zdąży na spotkanie podczas targów. Wysłałem więc szybkiego maila z zapytaniem, czy któregoś tam października (co zapisałem cyframi rzymskimi) będzie już w Polsce i czy mógłby pojawić się na naszym stoisku. Na co otrzymałem lakoniczną odpowiedź ?Tak?. Pech jednak chciał, że w pośpiechu dostawiłem jedną pałeczkę do ?X?,  co sprawiło, że z października zrobił się listopad. I w ten sposób, mimo hucznych zapowiedzi, Artura na stoisku nie było. A ja przypadkowo na tym skorzystałem, mogąc poczuć na własnej skórze, z jaką atencją odnoszą się do Artura jego wielbiciele. Podchodzili i, utożsamiając mnie z alpinistyczną sławą, wyrażali słowa podziwu, przy okazji dorzucając komplementy w stylu: ?Nie wiedziałam, że jest pan taki wysoki!?.

Kolejne spotkanie z Arturem i jego ekipą już się udało, i to nadzwyczajnie. A było to po zimowej wyprawie na Gasherbrum I, gdy następnego dnia po triumfalnym przylocie wspinaczy do Polski pojawili się na scenie w warszawskim kinie Luna podczas odbywającego się właśnie Przeglądu Filmów Górskich. Oczywiście sala pękała w szwach, a w ramach dodatkowej atrakcji została wylicytowana na szczytny cel kurtka wyprawowa. I tu zaistniała ciekawa sytuacja ? dzień po imprezie zgłosił się ktoś, kto po prostu nie  dysponował odpowiednią gotówką na spotkaniu, ale bardzo pragnął mieć taką kurtkę, oferując za nią dowolną (niemal) cenę. Na szczęście Artur uratował sytuację, znajdując jeszcze jeden egzemplarz, który zaoferował po wylicytowanej poprzedniego dnia cenie.

I na zakończenie jeszcze jedno krótkie wspomnienie z naszej rozmowy na scenie podczas Katowickiego Przeglądu Filmów Górskich. Artur wrócił właśnie z kolejnej nieudanej wyprawy zimowej na Broad Peak. Zadałem więc podchwytliwe pytanie, jak dochodzi do decyzji o zakończeniu wyprawy, na co Artur błyskotliwie wyjaśnił: ?To żony decydują, mówiąc, że już nie mogą się doczekać??.


j kamler -czbJacek Kamler

Autor, który sam siebie określał jako salonowego alpinistę. Ciekawa postać inżyniera, potrafiącego też pisać interesujące teksty. Ale najciekawsza nasza przygoda łączy się z inną jeszcze pasją autora, a mianowicie kręceniem amatorskich filmów. Jego brat stał się uznanym na międzynarodowej arenie twórcą filmów animowanych. Pan Jacek zapragnął więc pójść w jego ślady i w wieku 70 lat nakręcił szereg wywiadów ze znanymi osobami z alpinistycznego podwórka, które, jak sam to określał, ?smacznie mówią?. W ten sposób powstał jego debiutancki film ?Mówią o górach?. Byłem nawet na premierze tego filmu, która odbyła się w mieszkaniu autora, siedząc obok występujących w tym filmie Anny Czerwińskiej  i Anny Milewskiej. Wspomniałem też mimochodem o Przeglądzie Filmów Górskich w Lądku Zdroju i w ten sposób po kilku miesiącach jechaliśmy już razem samochodem w stronę Kotliny Kłodzkiej. Przegląd w tamtym czasie dopiero nabierał rozpędu, produkcje zachodnie były rzadkością, natomiast przyznawano czasami nagrody po prostu za nietuzinkowe podejście do tematu. I tak się stało, że podczas uroczystego ogłaszania nagród nagle wywołano Jacka Kamlera jako laureata nagrody ufundowanej przez burmistrza Lądka Zdroju. Niestety, autor nie mógł jej odebrać, bo już wtedy wiek dawał mu się we znaki i Pan Jacek, powolutku drepcząc, dopiero zbliżał się do Kinoteatru. Nagrodę więc odebrał już przy pustej sali, za to z ogromnym entuzjazmem, udowadniając, że na karierę filmowca nigdy nie jest za późno.     

Potem pan Jacek zaproponował mi wydanie jego książki, którą już napisał i wydał własnym sumptem w niewielkim nakładzie. Spytał, czy byłbym zainteresowany wydaniem jej dla szerokiego odbiorcy. I tu zaczęły się schody. Zasugerowałem, że książka ta powinna być formą biografii, a nie samodzielnych historyjek z życia wziętych. Rozpoczęliśmy więc długi proces skrótów i dopisywania nawet całych rozdziałów, co trwało ponad rok. Widząc jednak, że zdrowie autora jest coraz słabsze, zdecydowałem się w pewnym momencie zamknąć ten proces twórczy, choć zdawałem sobie sprawę z niedoskonałości tekstu jako takiego. I w ten sposób powstała książka ?Żywot wspinacza strachliwego?, która może nie zyskała najwyższych ocen, ale wielu osobom przysporzyła radości, skoro sprzedaż tej amatorskiej na wskroś książki wyniosła dobrych kilkaset egzemplarzy. Przy okazji wydarzyła się ciekawa historia. W jednym z rozdziałów autor relacjonuje dramatyczne wydarzenia, jakie miały miejsce podczas wyjazdu narciarskiego do Szwajcarii w latach pięćdziesiątych XX wieku. Jednym z uczestników tego wyjazdu był też Jerzy Surdel, który po przeczytaniu tekstu wręcz się na autora obraził, twierdząc, że rzeczy miały się zgoła inaczej. No cóż, pamięć po niemal 60. latach bywa czasami zawodna, choć trudno dociec, kto ma tu tak naprawdę rację. Tak się złożyło, że kilka lat później opublikowałem książkę Jerzego Surdela, oczywiście z jego wersją zdarzeń. A dla mnie było to wręcz zabawne, do jakiego stopnia spór o wersję wydarzeń sprzed 60. lat może wpłynąć na wzajemne stosunki międzyludzkie.  

Jacek Kamler zmarł kilka lat po opublikowaniu książki. Oczywiście stawiłem się na pogrzebie na warszawskich Powązkach. Zrobiłem też zdjęcie grobu. Dopiero po kilku dniach, gdy przyjrzałem się bliżej temu zdjęciu, dostrzegłem ze zdumieniem, że Jacek Kamler, leżąc w grobie, niemalże styka się z głową Andrzeja Zawady, który jest pochowany w sąsiedniej alei. Cóż za niezwykły zbieg okoliczności!  

 

GórFanka. Moje ABC w skale i lodzie

Hot StartPierwsza część serii, mającej ambicje pokazać ponad czterdziestoletnią karierę górską jednej z naszych najlepszych alpinistek. Barwne opowieści autorki pozwalają znakomicie wczuć się w klimat i atmosferę legendarnych lat 70.

GórFanka. Na szczytach Himalajów

Hot StartAutorka koncentruje się na wyprawach mających na celu zdobycie najwyższych himalajskich szczytów: Mount Everestu, Lhotse i Makalu. Mocna dawka wrażeń dla wszystkich miłośników gór i narratorskiego talentu Anny Czerwińskiej.

GórFanka W Karakorum 1979-1986

Hot StartKsiążka opisuje najbardziej ambitny okres działalności naszej bohaterki (z trudnymi ośmiotysięcznikami w Karakorum). Właśnie podczas tych wypraw dokonywano pierwszych kobiecych wejść na poszczególne szczyty.

 
 
 
Start